Wpisy
Wiele osób skarży się na chorobliwą potrzebę rozbijania foliowych pękatych banieczek, ze względu na uspokajający [lub wręcz przeciwnie] dźwięk uwalnianego z trzaskiem powietrza. Folię bąbelkową, bo tak zwie się ten cudowny wynalazek, można kupić w pasach zwiniętych w rolkę, płachtach, był nawet pęcherzykowy kalendarz z jednym wybrzuszeniem na cały dzień. Ale jeże to zwierzęta nieokiełznane i raptowne, które chwytają życie zębami.
Jeśli lubicie pstrykać "z" folii, Hubal Was rozumie - on też właśnie ją odkrył:
P.S. Fifi urodziła troje dzieci, dwa bardzo ciemne, jedno bardzo jasne - płci w przyszłym tygodniu :)
Jakkolwiek Hubal kąpieli nie znosi, o tyle woda w innych okolicznościach zdaje mu się nie wadzić. Na dowód zdjęcia podłogowe, gdzie Hub, pałaszując kocie ciasteczka, wszystkimi czterema odnóżami stoi... w misce z wodą.
Jeżowi, jak zwykle, dopisuje apetyt. Miskę, którą widzicie na zdjęciu, ma codziennie górzysto wypełnioną, i wszystko zjada, a przy tym zachowuje wzorową figurę. Ale ile kilometrów wybiega, to tylko on sam wie. Jest już śmielszy, bez przeszkód pozwolił sobie zrobić zdjęcia i błyskać aparatem. Je z ręki, mniej syczy przy braniu na ręce. Jeszcze tydzień i wróci na łono rodziny :)
W sumie, wcale się nie dziwimy. Yeti karmi piątkę dzieci, które w dwa tygodnie po pojawieniu się na świecie są olbrzymie i ciągle niedokarmione. Uspokoiły się, nie piszczą już prawie wcale, kiedy matka wychodzi, grzecznie śpią, jedno obok drugiego, a czasem jedno na drugim, piętrowo. Nie są tak niegościnne jak córki Jarzębiny, i pozwalają się wyjmować z gniazda bez zwijania w kłębek. Tak prezentują się jeżyki:
Głodna Yeti zrobiła nam dziś pobudkę o piątej rano. Nie była już tak subtelna jak ostatnio, i nie drapała pazurkami o pręty klatki, tylko, uwaga, rzucała miską. Po napełnieniu jej od razu przystąpiła do jedzenia, a potem położyła się ciężko. Młode podrastają, więc może poświęcać im mniej czasu.

W wolnych chwilach uprawia leżenie w kupie:

Wybaczamy Ci, Yetuniu. Dzisiaj dostaniesz na noc JESZCZE WIĘCEJ karmy.
Z dumą oznajmiamy, że Łazarz, wyprodukowany własnym sumptem uroczy samczyk o maści champagne, został ojcem. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, ale cieszymy się bardzo, bo po tym, jak Jarzębina - jego matka - próbowała go pożreć, obwialiśmy się o jego zdrowie. Jego zaklejone wydzieliną oko i początkowe trudności z jedzeniem zdecydowanie nas nie pocieszały. Jednak trudna sztuka jedzenia została opanowana, przemywane oko otworzyło się i widzi, i może Łazik był dzieckiem specjalnej troski, ale wyrósł na zdrowego i silnego młodzieńca. Przedwczoraj w nocy Jeżyna urodziła jego pierwsze bliźnięta i dobrze się nimi opiekuje.
Po dobrych doświadczeniach z odchowywaniem młodych w kartonowym pudełku [kiedy to przypuszczaliśmy, ale nie byliśmy pewni, czy jest w ciąży, bo Bonifacy, który przybył do nas w roli manta, ani razu do Jeżyny nie zapiszczał, milczący jeż, a przy nas zwierzaki się krępowały i krycia nie odnotowano; w ostatniej chwili zmieniliśmy mały drewniany domek na większe pudełko kartonowe], postanowiliśmy i tym razem dać Jeżynie "do rodzenia" specjalną, osobną budkę z grubej tektury. Papier jest wytrzymały akurat na tyle, na ile trzeba, a potem można go po prostu wyrzucić. Odkąd nasze jeżyce mają budki z dnem [zwykła budka ze sklepu zoologicznego jest otwarta od spodu], po porodzie zawsze zostaje na podłodze trochę krwi, której nie da się sczyścić - trzeba malować. A że zachowanie Jeżyny nie budziło wątpliwości, że niedługo będzie poród [trzęsła się i przewracała z boku na bok, zanosiła w pyszczku trociny do domu, mnóstwo piła i jeszcze więcej jadła], wstawiliśmy jej na wybieg pudełko, a zabraliśmy budkę. Od razu wkroczył, poukładała wszystko po swojemu i przystąpiła do pracy. Urodziła dwa spore młode, które piszczą tak głośno, kiedy wychodzi jeść, że to naprawdę nieprzyzwoite! Nawet syn Marii tak nie krzyczał. Ale to dobrze, bo to oznacza, że są silne.
Nasz zakład, obok przetwórstwa i produkcji jeży i organizowania turnusów odchudzających, świadczy również skuteczne usługi odchamiania.
Może pamiętacie, jak pisaliśmy, że Maria lekko zdziczała. Spodziewaliśmy się jej porodu n początku listopada. do tego momentu był bardzo rozdrażniona [co poczytaliśmy za objaw stanu odmiennego], więc postanowiliśmy jej nie niepokoić i nie wyjmowaliśmy jej z klatki bez wyraźnej potrzeby. Jak się okazało, alarm był fałszywy, a młode się nie pojawiły. Za to Maria, pozostawiona sama sobie, choć przecież w dobrej wierze, zdziczała - syczała, parskała, grymasiła przy jedzeniu, wychodziła z budki dopiero nad ranem, żeby nikogo nie spotkać, nie bawiła się. Na szczęście szybko udało nam się ją doprowadzić do porządku - podłoga i noszenie na rękach szybko jej przypomniało, że jest zwierzątkiem domowym. Powrócił apetyt, wróciła chęć na bieganie w kołowrotku, przestało przeszkadzać światło.
Przy ostatnim zamieszaniu z pojawiającymi się tu i ówdzie coraz większymi ilościami jeżąt, i innymi sprawami, przez kilka dni, około tygodnia, poświęcaliśmy Hubalkowi mało czasu. Tyle tylko, by go dokarmić i posprzątać. Nasze zdziwienie, kiedy w końcu wyjęliśmy go z klatki, było spore: okazało się, że nawet jeż o tak łagodnym charakterze jak Hubal, potrafi bardzo szybko zdziczeć. Hubal drażniło światło, źle się czuł na rękach - zwijał się w kłębek i syczał. Od razu sprowadziliśmy go do parteru, czyli na podłogę. Chwilę go przegłodziliśmy, by jadł z ręki [o jedzeniu choćby z miski w naszej obecności nie było mowy] i co najmniej godzinę dziennie nosiliśmy czy też trzymaliśmy na kolanach. Poskutkowało. Było sporo syczenia, kłucia i chowania się po kątach, ale Hubal wrócił już do normalności :-)
Paradoksalnie, cieszymy się, że wyjątkowo, po dwóch latach znajomości, przez ten krótki okres poświęcaliśmy Hubalowi mniej czasu, niż zwykle, bo sprawdziło się [tym razem dobitnie] nasze przekonanie o szybkiej zmianie nastroju u jeży i teraz możemy jeszcze silniej polecać wszystkim, żeby prócz oczywistych zabiegów, jak karmienie, porządki czy kąpiele angażowali się także w emocjonalne życie zwierzaka [tak, ono istnieje!] i systematycznie przypominali mu o swoim istnieniu – inaczej kolczak szybko zatopi się w swoim świecie, a jak wiadomo, w idealnym świecie jeży nie ma ludzi.

















